Polskie tłumaczenie "Refleksji o zaufaniu do zaufania" Kena Thompsona
Posted on Thu 25 May 2023 in Wypociny
• [3 min read]
Adnotacja z 2026: artykuł nigdy nie dokończony, a obecnie LLM zrobi to lepiej ode mnie.
Nie jestem specjalnie zagorzałym zwolennikiem tłumaczenia wszystkich tekstów na język polski. Zwłaszcza w informatyce. Pewne rzeczy lepiej brzmią w oryginalnych językach i w tłumaczeniu, siłą rzeczy, tracą na przejrzystości albo, co jeszcze gorsze, błyskotliwości. Czasem po prostu nie istnieje w polskim ekwiwalentny odpowiednik, więc tłumacz musi próbować opisać tło czyli kontekst. Gdy jest historyczny, to zagwarantować mogę, że spójność i wartkość przekazu niechybnie ucierpi.
Spotkałem się z tym problemem wielokrotnie podczas tłumaczenia "Soul of the New Machine" Tracy Kiddera. Jak wytłumaczyć czytelnikowi dlaczego prototyp komputera nosi imię postaci z komiksu albo dlaczego mapa USA na okładce "The New Yorkera" z 1976 roku wygląda tak jak poniżej?
Uważam jednak, że w przypadków niektórych tesktów polskie tłumaczenie powinno powstać, a jeśli ktoś podejmie się tego wysiłku, to zobowiązany jest dobrze je wytłumaczyć. Dlaczego tak myślę? Po pierwsze, choć wiem jak prozaicznie to zabrzmi, nie każdy zna język oryginału. Już słyszę te głosy: "a po co komu znajomość literatury z tak specjalistycznego obszaru jak informatyka?". I jeszcze, że nie zapuszczanie się w takie rejony bez znajomości angielskiego to czyste wariactwo.
Nieprawda. Te same komunały można powiedzieć o każdej dziedzinie i nadal pozostaną fałszywe. Każdy człowiek, nawet taki z tzw. otwartym umysłem, ciekawy wszystkiego, ma narzuconą przez rzeczywistość przepustowość informacyjną. Jeśli poświęci czas na naukę języka angielskiego, straci go tym samym na naukę czegoś innego. Zadaniem tłumacza jest rekompensata "straconego" czasu. W zamian, tłumacz ma nadzieję, zyska coś podobnego od innej osoby. Jest to więc zaraz zaciąganie i spłacanie długu.
Jest jeszcze jeden aspekt, dotyczący rozwoju społeczeństwa oraz narodu ale nie będę go tu rozwijał bo wydaje mi się, że każde wie o co mi chodzi.
Podejmuję wysiłek przetłumaczenia tekstu Kena Thompsona bo uważam, że jest to praca ważna i, wbrew pozorom, wcale nie dotycząca informatyki ale tematu o wiele szerszego i głębokiego.
Zaufania.
Ale zacznijmy w końcu:
Refleksje nad zaufaniem do zaufania
Do jakiego stopnia powinniśmy ufać, że program jest wolny od koni trojańskich? Być może ważniejsze jest zaufanie do ludzi piszących oprogramowanie.
KEN THOMPSON, 1984
Jest takie stare porzekadło, "Tańcz z tą, która cię przyprowadziła", co oznacza że powinieniem mówić o UNIX-ie. Chociaż nie zajmowałem się głównym rozwojem UNIX-a od wielu lat, to wciąż zbieram niezasłużone pochwały za pracę innych. W związku z tym, nie zamierzam mówić o UNXI-ie ale chcę podziękować każdemu, kto pomagał.
To przywodzi mi na myśl Dennisa Ritchiego. Nasza współpraca była czymś pięknym. Przypominam sobie tylko jeden przypadek braku koordynacji na całe 10 lat wspólnej pracy. Odkryłem wtedy, że obaj napisaliśmy taki sam 20-linijkowy program w asemblerze. Porównałem oba kody źródłowe i byłem zdumiony faktem, że zgadzają się co do pojedynczego znaku. Rezultat naszej wspólnej pracy był daleko lepszy, niż praca którą wykonał każdy z nas.
Jestem programistą.
